Likwidacja OFE. Skąd się wzięły i co nas czeka?

Likwidacja OFE wydaje się być procesem stanowiącym niekończącą się opowieść. Ale jej koniec nadejdzie tak czy inaczej - możemy co najwyżej żałować, że nie stało się to wcześniej.

Likwidacja OFE. Skąd się wzięły i co nas czeka?

Likwidacja OFE wydaje się być procesem stanowiącym niekończącą się opowieść. Ale jej koniec nadejdzie tak czy inaczej - możemy co najwyżej żałować, że nie stało się to wcześniej.

Serial z likwidacją Otwartych Funduszy Emerytalnych wydaje się przeciągać w nieskończoność i trwa już kilka lat. Prędzej czy później stanie się ona jednak faktem, a przyszli emeryci muszą zdecydować, co zrobić ze swoimi środkami. Dlaczego dziś stajemy wobec tego problemu i skąd się on wziął? Przypomnijmy, jak narodziły się OFE i PTE i co sprawiło, że się z nimi żegnamy. 

Reforma w czasach kataklizmu. Konieczna i ryzykowna

Nie czas tu i miejsce na zajmowanie się szczegółami naszej sytuacji ekonomicznej w latach 90-tych i narracjami ich dotyczącymi. Nie wdając się w spór dotyczący tego, na ile za ówczesne dramaty polskich rodzin odpowiadały skutki kryzysu schyłku PRL-u, a na ile obrana ścieżka transformacji, możemy stwierdzić, że było po prostu krańcowo źle. Nasze PKB z wolna rosło. W połowie lat 90-tych PKB odzyskało tempo wzrostu z lat 70-tych (z momentu szczytu tuż przed załamaniem gierkowskiego skoku inwestycyjnego).

Jednak w zmieniającej się strukturze naszej gospodarki, m.in. gwałtownie tracącej rozmaite zdolności wytwórcze, ów krążący po niej pieniądz (bo jedynie o tym informuje nas ten wskaźnik) niekoniecznie chciał zostawać w naszych kieszeniach. Wobec ruiny, w jaką popadały kolejne branże, próbowano niwelować nadpodaż pracy przywilejami emerytalnymi. Szalejącego bezrobocia tak naprawdę nigdy nie udało się jednak okiełznać. Sięgało 20% jeszcze w połowie lat 2000-nych i po wejściu do UE w dużej mierze po prostu rozładowała je masowa emigracja, sama w sobie będąca jedną z kolejnych tragedii. Wraz z niepewną sytuacją ekonomiczną, niedającą należytej stabilizacji, naturalnie pogłębiał się także problem z demografią. 

Takie okoliczności utrzymujące się przez długie lata muszą rujnować każdy repartycyjny system ubezpieczeń społecznych, którego kondycja jest przecież bezpośrednio zależna od wpłacanych składek. A już zwłaszcza w takiej postaci, jaką miał wówczas nasz, dość hojny już przed transformacją. Reforma była więc konieczna. Jak wyglądała?

To nie OFE było tu najważniejsze. Na czym w skrócie polegała reforma z 1999 roku?

Z obecnej perspektywy oczywiście w centrum naszej uwagi będzie dokonane w 1999 roku rozszerzenie systemu emerytalnego o obowiązkowy II filar, którego rolę pełnią Otwarte Fundusze Emerytalne. Nie mniej istotna była jednak zmiana samej istoty filaru pierwszego, czyli repartycyjnej części systemu. Z modelu o zdefiniowanym świadczeniu, gdzie jego wysokość była rezultatem okresu udziału w systemie i zarobków z wybranych lat, przeszliśmy wówczas do modelu zdefiniowanej składki. Emerytura jest tu uzależniona od wysokości odprowadzonych składek, a także przewidywanej wg tablic GUS długości życia. To radykalne posunięcie – w krajach rozwiniętych taki wcale nie jest dominującym. Odsunęło jednak przewidywaną groźbę rychłego upadku systemu, choć nie zlikwidowało problemów. Zważywszy choćby na fakt, że reformą objęci w pełni byli tylko nowo zatrudniani, a szeregowi grup zawodowych, wbrew planom, pozostawiono inne rozwiązania. 

Równocześnie podjęto decyzję o zdywersyfikowaniu źródła finansowania przyszłych emerytur, a co za tym idzie również ryzyka. W tamtych ciężkich czasach kwestii tej trudno było nie uważać za istotną. Rozwiązano ją w sposób teoretycznie typowy dla ówczesnego trendu – kiedy sądzono, że urynkowienie każdej usługi jest najbardziej efektywne – jednocześnie jednak oryginalny na tle europejskim. Tak narodziły się OFE.

Uzupełnieniem systemu miał być III filar, którego początkiem były Pracownicze Programy Emerytalne. Złożenie tego zadania – na wzór zachodni – na barki pracodawców wydaje się być dowodem wychodzenia z dość realistycznych przesłanek. W praktyce – wobec ciągnącego się przez długie lata dotkliwego kryzysu na rynku pracy, bezrobocia, beznadziejnej często walki o przetrwanie starych przedsiębiorstw – nie odegrały one istotnej roli. Porażka PPE zaowocowała stworzeniem IKE, a potem IKZE, wspierających oszczędzanie indywidualne. Potrzeba było jednak jeszcze długich lat, by domowe budżety Polaków zaczęły rosnąć do poziomu je umożliwiającego. III filar po dziś dzień pozostaje więc koncepcją zrealizowaną w niewielkim stopniu. Założenie było tymczasem takie, że pełną wysokość emerytury ma przynieść pracownikowi wykorzystanie ich wszystkich. 

Główne problemy OFE. To nie klienci zyskali szansę na emeryturę pod palmami

Uruchomienie II filaru w postaci OFE oznaczało obowiązek przekazywania 7,3% wynagrodzenia brutto prywatnym firmom (PTE). W tamtym momencie było ich 21. Reforma była dla nich istną żyłą złota: opłaty za zarządzanie w pierwszym okresie potrafiły pochłaniać nawet blisko 10% odprowadzanych składek. Do 2004 roku nie istniały żadne limitujące to regulacje (później progi obniżano stopniowo, począwszy od 7%). Niektóre z funduszy obniżały jedynie opłaty klientom korzystającym z ich usług odpowiednio długo. 

W dodatku, choć OFE miały być elementem redukującym ryzyko, to same podlegały niemałemu przecież ryzyku towarzyszącemu inwestowaniu w instrumenty kapitałowe. Kryzys roku 2008 zubożył klientów o w sumie ponad 20 mld zł. Naturalnie nie przekładało się to jednak na dochody samych zarządzających portfelami przyszłych emerytów przedsiębiorstw – w zasadzie nie odczuły one kryzysu. Nie decydowały się one w tamtym czasie nawet na obniżenie opłat. Choć inne podmioty działające na rynku finansowym to wówczas robiły. 

Nad OFE/PTE od samego zarania ciążył konflikt interesów. Prywatnym firmom zainteresowanym w pierwszej kolejności zyskiem powierzono zarządzanie przymusowo odprowadzanymi składkami polskich obywateli. Inwestycyjny komponent systemu w takiej postaci jak u nas był zresztą rozwiązaniem niespotykanym w krajach rozwiniętych. 

Czy w 2014 roku rzeczywiście padliśmy ofiarą rabunku? 

Przerzucenie całego ryzyka na przyszłych emerytów i zapewnienie ich kosztem prywatnym firmom niebotycznych zarobków, w ogromnej mierze zasilających jako dywidendy zagraniczne centrale ich właścicieli, to jednak nie wszystkie problemy OFE. Pokrycie ubytku składki do OFE (od 1999 trafiało tam prawie 40% składek) przy jednoczesnym zrealizowaniu zobowiązań wobec bieżących emerytów, wiązało się z lawinowym narastaniem długu publicznego. Potrzeby były tym większe, im więcej ludzi zdobywało zatrudnienie i odprowadzało składki, choć powinno to sprzyjać stabilności systemu. W dodatku polskie obligacje (bardzo rentowne z uwagi na skalę naszego zadłużenia i niskie zaufanie) wyemitowane w tym celu kupowały dobrze na tym zarabiając… także same PTE.

W 2011 roku zredukowano obowiązkową składkę do OFE z 7,3% do 2,3% podstawy wymiaru, co pozwoliło spowolnić narastanie zadłużenia. Prawdziwy przełom nastąpił jednak później. 

W 2014 roku przeniesiono obligacje skarbowe (było to ponad 51%) do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych w ZUS na indywidualne subkonta i je umorzono. Z punktu widzenia przyszłych emerytów zmiana ta nie miała większego znaczenia. Ze zobowiązania wobec nich wyłączone zostało po prostu kosztowne pośrednictwo OFE. Wobec faktu waloryzowania tych aktywów w ZUS mogli nawet zyskać. 

Ponadto obniżono opłaty, funduszom odebrano możliwości inwestowania w obligacje rządowe, zobowiązano za to do nabywania w 75% akcji. Ponadto wprowadzono tzw. mechanizm suwaka, czyli przekazywania 10% wartości portfela do ZUS rocznie w ciągu 10 lat przed przejściem jego właściciela na emeryturę. Wreszcie: inwestowanie w ramach OFE stało się dobrowolne. Wszystko to było w praktyce początkiem końca II filaru w takiej postaci. 

Walka polityczna toczona kosztem zaufania do państwa

Rodzi się pytanie, czy sami rządzący, po części wywodzący się zresztą z tego samego obozu, któremu taki kształt reformy emerytalnej zawdzięczamy, widzieli w swoim działaniu inny sens niż konieczny doraźny ratunek przed zapaścią finansów publicznych. Bo choć podnosili wówczas i argumenty dotyczące problemów zarysowanych wyżej, to osta kompletnie nie umieli tego obronić w komunikacji publicznej. 

Roszadę księgową w postaci przeniesienia obligacyjnych aktywów z OFE do ZUS-u z miejsca nazwano rabunkiem i wykorzystana w walce politycznej.

To wraz z latami podważania zaufania do ZUS (ileż to razy słyszymy, że niebawem upadnie, choć jest po prostu rodzajem agencji obsługującej zobowiązania państwa?) położyło się cieniem na wizerunku elementów publicznego systemu emerytalnego.

Efekt? Nawet tak korzystne dla pracownika narzędzie, jakim jest PPK nie cieszy się zaufaniem do tego stopnia, że po dwóch latach od jego uruchomienia poziom partycypacji wyniósł niespełna ⅓. Rzesze ludzi dokonały wypłat zapewne nawet nie zdając sobie sprawy, z jakimi stratami się to wiąże.  

Znów zdecydujemy o lokowaniu środków z OFE

Po praktycznym demontażu, choć nie formalnej likwidacji OFE w 2014 roku w okresie od 1 kwietnia do 31 lipca 2014 pozostawiono jego uczestnikom możliwość wyboru, dokąd trafiać mają kolejne składki. Wobec obniżenia ich wysokości decyzja ta miała minimalne znaczenie – mówimy już o kwocie poniżej 3% wynagrodzenia brutto. Zdecydowana większość wybrała więc ZUS – czy też mówiąc ściślej nie wyraziła żadnej woli, bo to właśnie skutkowało transferem do ZUS-u.

Niezależenie od podjętej wówczas decyzji, miliony osób, które odprowadzało już wcześniej składki ma jednak konta OFE – to grono liczące ok. 15 mln. Wszyscy oni już niebawem staną więc na kolejnym rozdrożu.

Tutaj trzeba pochylić się nad kwestią tego, co właściwie odłożyliśmy na rachunkach OFE i do kogo to należy. Nie brakowało głosów, że w 2014 roku mieliśmy do czynienia z rabunkiem, ponieważ „realne aktywa” w postaci akcji i obligacji zamieniono na odnotowany w ZUS-ie dług wobec przyszłego emeryta. Oczywiście ta realność tego typu aktywów jest od zawsze przedmiotem sporów – nie rozsądzimy go, tego typu dyskusje będą toczyły się w nieskończoność. Pozostaje za to kwestia ich własności. M.in. ją zajął się Trybunał Konstytucyjny w 2015 toku, badając zgodność z ustawą zasadniczą dokonanej rok wcześniej reformy OFE. Orzekł wówczas, że są to środki publiczne. Podobnie zresztą jak w 2008 roku, gdy zajmował się problemem obligatoryjności oszczędzania w ramach OFE.

Publicznymi środkami, choćby i przypisanymi do konkretnego obywatela, rozporządzają urzędnicy. Znika z tego padołu łez obywatel – znika wraz z nim zapis w ZUS, uwolnionym od kolejnego ciężaru. Nie wypłacimy ich na żądanie ani nie zostawimy nikomu w spadku. I to może zostać zmienione, jednak nie za darmo. 

Będziesz mógł “kupić” sobie aktywa z OFE 

Konkretne zapowiedzi sposobu, w jaki kolejny już rząd chciał likwidować OFE, przedstawiono 4 lipca 2016 roku. Wówczas jeszcze wicepremier i minister finansów Morawiecki zaprezentował ogólne ramy. 75% środków miałoby trafić na indywidualne konta emerytalne, reszta zasilić Fundusz Rezerwy Demograficznej. Jedni ten plan chwalili, kładąc nacisk na to, że pieniądze te zostaną sprywatyzowane. Inni z kolei zwracali uwagę na fakt, że w ¼ jest to jednak nacjonalizacja. Inaczej, niż zapowiedział wicepremier na samym początku swojego wystąpienia. Tak czy inaczej, nakreślony został kierunek działania, które miało zostać zrealizowane do początku 2018 roku. Nic z tego, termin okazał się bardzo raźno wędrującym, a kolejne enuncjacje wychodzące z kręgów władzy nie dawały jasnego obrazu sposobu, w jaki zamiar ten ma się w końcu upostaciowić.

Kolejnym kamieniem milowym jest kwiecień 2019 roku, gdy światło dzienne ujrzała nowa propozycja. Projekt przewiduje rozwiązanie domyślne w postaci przekształcenia rachunku w nowego typu IKE oraz, wymagające deklaracji, przekazanie jego wartości do ZUS-u. 

W pierwszym przypadku zapłacimy od nich 15% i staną się naszą własnością. Jednak swoboda dysponowania nimi zostanie ograniczona, inaczej niż ma to miejsce w IKE znanym nam dotychczas – nie wypłacimy pieniędzy przed przejściem na emeryturę. Jeśli ich nie wykorzystamy, podlegają dziedziczeniu.

Drugi wariant oznacza zachowania pełnej wysokości aktywów, które następnie będą doliczone do emerytury. Ta jednak także jest opodatkowana (17 lub 32%). Opodatkowanie przekształcenia w IKE ma więc wedle deklaracji władz służyć wyrównaniu obciążeń. Pojawia się więc pytanie, dlaczego w roli nowego „opakowania” dla aktywów z OFE nie wykorzystano wobec tego IKZE, gdzie również dopiero przy wypłacie środków potrącany jest podatek. Pewien argument znajdują tu więc zwolennicy tezy, że rząd po prostu szykuje „skok na kasę” z OFE i chce zapewnić sobie doraźny zastrzyk środków do budżetu. 

Czy w dłuższej perspektywie ma to jednak znaczenie? Jeśli nie nastąpią poważniejsze zmiany w systemie podatkowym – co po głoszeniu Polskiego Ładu nie jest jednak pewne – w obu przypadkach byli uczestnicy OFE zapłacą od tych oszczędności pewien procent, tyle że w innym momencie. 

Wybór ten przedstawia się następująco:

Taki projekt na początku 2020 roku przyjął Sejm. Mogło się wydawać, że jego realizacja jest już kwestią czasu. Termin ostatecznej likwidacji OFE wędruje jednak dalej. 

Kiedy w końcu uda się zamknąć tę trumnę?

Na przeszkodzie realizacji rządowych planów najpierw stanął Senat, a potem sytuacja epidemiczna, zasadniczo zmieniająca priorytety. Kolejną próbę wcielenia ich w życie podjęto w pierwszej połowie 2021 roku. Spodziewano się, że zmiany wejdą w życie już w czerwcu. 

Utrącono ją jednak jeszcze samym obozie rządzącym. W dodatku zaistniał problem kompatybilności zaproponowanego sposobu likwidacji OFE z planami Polskiego Ładu obejmującymi m.in. istotne redukcje obciążeń podatkowych (w tym dla emerytów). Niweczy to opłacalność (i sprawiedliwość) przekształcania rachunku w zapis na koncie IKE za potrąceniem opłaty w planowanej dotychczas wysokości. Pojawiły się doniesienia, że rząd rozważa jej obniżenie – jak dotąd jednak brak informacji o ostatecznych rozwiązaniach. Wymieniany był ponadto pomysł powiązania likwidowanych rachunków OFE z PPK, borykających się z bardzo niskim stopniem partycypacji. 

Co dalej? Mówi się o powrocie do dalszych prac jesienią. Wszystko wskazuje na to, że mimo tych wszystkich przeszkód rząd jednak zamierza doprowadzić niekończący się serial do finału. 

Nie zabrakło przy tym głosów, że likwidacja OFE stała się zbędna. Obecnie nie są już obowiązkowe ani zasilane większymi kwotami. W dodatku wspomniany już mechanizm suwaka sprawia, że środki z nich i tak będą stopniowo transferowane do ZUS-u. Niezależnie od tego, co zrobią władze, dni OFE, tak czy inaczej, są więc policzone. Z drugiej strony, wobec nieubłaganego niekorzystnego trendu w demografii, wielce istotnym celem staje się znalezienie sposobu na upowszechnienie zwyczaju indywidualnego długoterminowego oszczędzania. Być może pozostałości OFE kryją w sobie jakiś potencjał w tym zakresie. 

Zajmij się sam swoją emeryturą. III filar to konieczność, a nie opcja

To, że wcale nie trzeba wieszczyć upadku Zakładu Ubezpieczeń Społecznych nie oznacza, że możemy w nim pokładać nadzieje na spokojną jesień życia. Konsekwentnie od lat rozwiewa je przecież sam ZUS. Jeszcze do niedawna na piśmie w korespondencji określanej niekiedy “listem prawdy”, wraz z postępami cyfryzacji systemu zarzuconej. Te nędzne prognozy, które obecnie możemy sobie sprawdzić online, wynikają zwyczajnie z konstrukcji systemu, który przed ponad dwiema dekadami przyjął postać takiego o zdefiniowanej składce. Wówczas uznano, że naszego państwa na inny model nie stać. Kolejna podobnie głęboka reforma byłaby przedsięwzięciem politycznie niezwykle trudnym do przeprowadzenia. Ile uzbieramy, tyle dostaniemy. Musimy więc po prostu wypełnić pierwotne założenia reformy z końca lat 90-tych i dobrze wykorzystać trzeci filar.

W naszym interesie jest, by wydobyć się z niedoinformowania i nie zachowywać się afektywnie, czego ofiarą okazały się przede wszystkim PPK (czy też ich uczestnicy). To bodaj jedyna zrealizowana dotąd zapowiedź rządzących w obszarze korekty naszego systemu emerytalnego. Narzędzie to bez wątpienia zdolne jest przynosić pracownikom niemałe korzyści. 

Co oprócz PPK?

Szerokie możliwości otwierają przed nami ponadto rachunki IKZE i IKE. Zwłaszcza że nie musimy między nimi wybierać – nic nie stoi na przeszkodzie, by wykorzystać oba razem. To, w jaki sposób, jest to nasz indywidualny wybór. Można też rozważyć skorzystanie z oferty programów emerytalnych połączonych z produktami ubezpieczeniowymi. To pozwoli nam nie martwić się o to, czy w obliczu różnych zdarzeń losowych będziemy w ogóle zdolni do odkładania pieniędzy aż do momentu osiągnięcia wieku emerytalnego.

Najważniejsze pozostaje jedno – oba pierwsze filary systemu emerytalnego nie zapewniają nam dostatniej przyszłości i było to jasne od początku. Nie ma znaczenia, czy drugi (OFE) zostanie przekształcony w inną postać, czy też, jeśli tak zdecydujemy, włączony do pierwszego. Pomimo trwałych słabości naszego życia gospodarczego, mających genezę jeszcze w tamtych ciężkich czasach, przeciętny poziom zamożności społeczeństwa od czasów reformy wzrósł. Wraz z nim nasza zdolność do tego, by budowę trzeciego filaru podjąć. Czas więc po prostu się na to zdecydować.

Mikołaj Kłobuch, Autor w serwisie Rankingikze.pl
Kalkulator IKZE

Oblicz wysokość swojej dodatkowej emerytury z IKZE

Blog emerytalny